środa, 9 listopada 2011

Niestety ja się żle czuje fizycznie i psychicznie i dziś z Majeczką na noc zostaje Babcia Ula, a ja spie pierwsza noc w domu. Mam nadzieje, ze nabiorę odpornosći i sił na walkę i nieprzespane noce podczas drugiego cyklu F2.

Dziś w srodę Majeczka miała znowu pobierane próby wątrobowe o godzinie 6 rano. Czekając na wynik robimy usg brzucha i lekarz wspaniale się nami zajął, wszystko zbadał i wyjaśnił, badanie było bardzo dokładne i wszystko było widać a najważniejsze że było całkowicie prawidłowe, żadnych zmian wątroby. Uff, może będzie dobrze... Niestety sa już wyniki i dziś próby wątrobowe skoczyły z 1000 do 1500.
Do tego dosżły bardzo silne bóle brzucha, Maja zwija się z bólu i drze w niebogłosy. Ja od razu jakoś intuicyjnie wpadłam na myśl, że przeciez Maja od dwóch dni nie robiła kupki i może to dlatego ten ból. Maja codziennie od początku leczenie dostaje laktuloze na robienie kupek, ale wogóle nie pomaga, teraz ma włączony ferlax ale tez bez rezultatów, najlepszy rezultat jest gdy Maja trochę pochodzi, ale z tym cięzko bo jest słaba i szybko się męczy. Wiec czopke glicerynowy, od razu pomógł i ból złagodniał. Potem dała się uspokić ciepłym naparem z meliski z miodem. Wczoraj było to samo, ale wczoraj lekarz zalecił podać pyralginą i Maja zasneła bardzo mocno się znowu pocąc. Pot Mai , jak również mocz i kał jest przesiąknięty toksyczną chemią i od razu sie tego pozbywamy, jak równiez Maja ma codziennie zmianian posciel i ubranko codziennie i co noc a nawet częsciej gdy tylko się spoci. Więc prania mam tony, a super babcia Ula to wszystko Mai prasuje.

Niestety wczoraj 08.11.2011 wtorek, dowiedzieliśmy sie, że Mai próby wątrobowe z 200 poniedziałkowych wzrosły do 1000 i że w takim wypadku nie może być rozpocząty w srodę planowo cykl chemioterapii F2. Maja ma podawane dwie kroplówki z Hepa merzcem na uzdrowienie zniszczonej wątroby. Maja otrzymuje dwie kroplówki Hepa Merzu, antybiotyk Tazocin i szczypiące zastrzyki domięsniowe z Nivalinu w rączkę z porażeniem nerwu. Dziś w przerwie między kroplówkami udało się nam wyjśc na spacerek i zachaczyć o pobyt w domku. Niestety Majeczka byłą bardzo słaba i prawie cały pobyt w swoim domku przespała. ale naperwno spało sie jej lepiej w domku niż na szpitalnym łózku, a ja zdążyłąm zrobić dwie pralki prania. Podczas snu strasznie mocno sie spociła, była cała mokra, poduszka, włosy, ubranie i kocyk, lało się , troche się wystraszyłam, bo skojarzyłam to z pierwszymi objawami białaczki 2,5 roku temu. Tym bardziej jestem nerwowa bo przed nami wązna punkcja szpiku.

O9.11.2011
Dziś nie odbyła się zaplanowana punkcja , bo Majeczce w poniedziałek miała próby wątrobowe ok 200, we wtorek już osiągneły wartośc 1000 a dziś kosmiczne 1500. Dostajemy Hepa Merzc w kroplówce i czekamy aż uszkodzona wątroba się zregeneruje. Więc przy takich wartościach wątrobowych nie możemy zacząc cyklu zaś punkcja szpikowa będzie jutro tj w czwartek 10.11.2011 ok 9 - 10 godziny. Prosze trzymać kciuki i przesyłać pozytywne fluidy bo to bardzo ważna punkcja okreslająca ilośc nowotworu w szpiku po pierwszym bloku chemii.

08.11.2011 23 dzien pobytu w szpitalu, 7dzień po bloku F1.


Jeszcze ani jednej nocy od dnia 17.10.2011 nie spędziliśmy w domu, teraz szpital stał się moim i Mai domem. Czy da się do tego przyzwyczaic? My nie mamy wyboru. Za każdym razem gdy tu wchodze mówię szczerze: „Nienawidze tego miejsca” , ale wiem, że tylko w tym miejscu może moja córeczka być uzdrowiona, że tylko ludzie tu pracujący nam mogą pomóc i dziekuje że taka klinika jest we Wrocławiu. Wolałabym aby to miejsca nie musiało istniec, chciałabym, aby wszystkie dzieci były zdrowe, ale niestety tak nie jest i dziękuje za to że ta Klinika jest i że poziom medycyny jest na takim poziomie, że mamy szanse na całkowite wyleczenie. Podziwiam osoby tu pracujące za dystans i odpornośc emocjonalną.

Bardzo dziękuje za wszelkie e-maile, telefony ze słowami pocieszenie, pomoc apteki, oddawanie krwi dla Mai oraz ludzi deklarujących się oddac masę granulocytarną z krwi dla Mai, za pomoc finansową, te gesty są bardzo dla nas ważne i czujemy, że cały świat jest z nami i przesyła dobra energię dla Mai. Bardzo dziękujemy za pomoc znajomych i całkiem nieznajomych nam ludzi za dostarczanie leków dla Mai. Jest to bardzo wzruszające i bardzo bardzo dziękujemy. Również wiekie dzięki dla babć, które bardzo nam pomagają w tych trudnych chwilach. Na blog Mai wchodzą osoby z całego świata i bardzo się z tego cieszę. Opisuje to przez co przechodzimy i z czym musimy walczyc, i że walka jest niesprawiedliwa. Gdy Maja zachorowała w 2009 roku sama szukałam jakichś informacji w internecie, trafiłam na wspaniały blog Lenki, która była o jeden krok do przodu z leczeniem, śledziłam każdy ich dzień, a każdy ich rodzinny wyjazd napawał mnie nadzieję, że i my tak będziemy wyjeżdżać. Blog Lenki był dla mnie bardzo pozytywnym przykładem i dodawał siły do walkio własne dziecko. Teraz gdy mamy wznowę pisze nadal blog Majeczki. Informacji i blogów o leczeniu wznów jest bardzo mało i chciałabym aby to co pisze było jakąs informacją dla rodziców o tym jak my przechodzimy leczenie wznowy białaczki limfoblastycznej w szpiku, dla rodziców którzy są w takiej samej sytuacji i też szukają jakiejkolwiek informacji o przebiegu leczenia. Staram się pisac rzetelnie z podawaniem dni cyklów i oczywiście towarzyszących emocji. Codziennie ślęczę i wyczytuje nowe informacje o leczeniu o powikłaniach, o lekach, cały czas szukamy i znajdujemy i wiemy coraz więcej. Pytamy się innych lekarzy, nie spoczywamy ani na chwilę, nawet gdy Maja ma zły humorek, zaciskamy zęby i się uśmiechamy. Wiemy , ze ona bardzo źle się czuje i jest zmęczona długim pobytem w szpitalu i dopiero rozpoczynającą się chemioterapią. Walczymy o Maję i teraz wierzymy, że wszystko zakończy się dobrze, że my nie nawalimy, choc przed nami jeszcze długa i cięzka droga. Maja chce szybko wyzdrowiec i wrócic do koleżanek. To czy będzie dobrze już nie zależy od nas. My robimy wszystko aby było jak najlepiej ale jak Państwo czytają niestety walka z nowotworem to walka nierównych szans, czasami nawala coś innego, organizacja albo inni ludzie.

07.11.2011 Poniedziałek 22 dzień pobytu w szpitalu, 6 dzień po F1

Dziś rano idziemy na USG rączki tej z porażeniem nerwu łokciowego. USG wychodzi prawidłowe, ale lekarz wykonujący się zdziwił bo wg niego to nie jest odpowiednie badanie na oceną uszkodzenia i Maja do prawidłowej oceny stany raczki powinna zamiast Usg mieć wykonany rezonans MR i badanie EMG. Rączka bardzo boli już 15 dzień i co dzień stan się pogarsza a ból powiększa. Maja nie wyprostuje jej w łokciu i nie zegnie trzech ostatnich paluszków oraz ma silną przeczulicę tzn nawet woda spływająca po rączce podczas wieczornego mycia sprawia jej ogromny ból i łzy same ciekną po policzkach. Już nawet przestałam myc ta raczke aby jej zaoszczędzic stresu.

Majeczka ma dobry humorek, bawi się z nową koleżanką z sali obok, jest zadowolona. Pojawił się lejący katar co mnie niepokoi i ma ogromny apetyt, wiecznie jest głodna, ale to chyba zasługa sterydów które widoczni jeszcze działają mimo odstawienia ich 6 dni temu. Od dziś już odstawiamy Vfend bo on koliduje z podawaną chemią, a w srodę planowo mamy zaczynac drugi blok chemii F2. Przed nami jeszcze 4 bloki i potem mega chemia i naświetlania i przeszczep szpiku i potem Majeczka będzie już zdrowa.

Dziś Maja mało pije i mało siusia, trochę się martwię i szczególnie to obserwuję. Mocz jest mętny ale badanie ogólne jest dobre.

Dziś drugi stresujący i bolący zastrzyk z Nivalinu do chorej rączki. Jestem ciekawa czy chociaż pomogą te zastrzyki bo Kidofen brany od czwartku nic nie pomógł. Maja podczas zastrzyku w rączką bardzo cierpi, a potem dziwnie zaczyną ją bolec stopa. Złości jaką mam w sobie nie da się opisac, leczymy się na białaczkę a Maja teraz cierpi najbardziej z powodu porażenia nerwu w rączce. Pilnowaliśmy aby Majeczka przeszła cały blok F1 jak najlepiej, ratowaliśmy buzie, w dzień i w nocy płukaliśmy ja co godzinę, wychodziliśmy z siebie aby było jak najlepiej i udało się uratowac po chemi MTX schodzącą skórę w twarzy i rączek ale niestety Maja teraz bardzo cierpi bo ktoś nieopacznie uszkodził jej nerw łokciowy.

Ok. godziny 12 Majeczka mimo, że spokojnie siedzi na łózku i maluje kolorowankę ma znowu niespodziewany skok ciśnienia mimo, że rano otrzymuje Furosemit, teraz dostaje pod jezyk tabletke Kaptopril. Ciśnienie spada ale natychmiast wzrasta puls do 160. Od tego Majeczką zaczyna bolec głowa i dostaje natychmiast Tramal, silny lek przeciwbólowy. Nie wiem co o tym myślec , ale coś jest nie tak z Mai serduszkiem i jest to widoczne nawet dla laika i leki przeciwbólowe chyba na to nie pomogą. Maja po Tramalu zmęczona zasypia.

Dziś również wieczorem mamy wizytę u kardiologa na Kaminskiego. Jedziemy karteką. Na miejscu USG serca, Maja ma rozregulowaną cała pracę serca przez silną chemioterapię i sterydy a podawanie kaptoprilu przy jej ciśnieniu to ponoc pomyłka i powinna mieć leki osłaniające serce. Niestety oprócz skierowania nie otrzymaliśmy z naszego szpitala w załączeniu żadnych wcześniejszych badan Mai, nawet EKG serca i lekarz nie mógł w pełni ocenic co się dzieje i postawic pełnej diagnozy. Powinniśmy do kardiologa trafic dużo wcześniej i za tydzień mamy mieć kolejną wizytę tym razem z pełną dokumentacją. Zobaczymy co z tego wyjdzie? Niestety znowu cierpi Maja. Kardiolog przepisała nam na stałe propanol i furosemit. Od kardiologa wyszłam spokojniejsza bo może coś te leki pomogą osłonic Majeczki serduszko, a tym samym wściekła na nieodpowiedzialności i nieprzygotowania dokumentacji badań Mai przez naszych lekarzy. Ja zawodowo staram się być perfekcyjna i tego oczekuje od innych.

06.11.2011 Niedziela 21 dzień pobytu w szpitalu, 5 dzień po bloku F1.

Dziś ciśnienie 133x95. p 94 waga 23,80, temp 37,3 Dziś Majeczka po raz pierwszy dostanie zastrzyk z Nivalinu, lek regenerujący nerw prawej rączki która ma porażenie. Niestety Kidofen, który braliśmy od czwartku niewiele pomagał. Niestety te zastrzyki są podskórnie i są bardzo bolące a raczej szczypiące i Majeczka bardzo cierpiała podczas podawania. Dziś w południe rączka bolałą ją do tego stopnia, że wyła w niebogłosy. Ból spotęgował się w ciągu godziny i widac było, ze był potwornie silny. Maja dostała pyralgine i przeszło. W ramach późniejszego spaceru wstąpiliśmy do domu. Maja była przeszczęsliwa, uśmiechnęła się i mówi: „ Mamusiu a nie możecie mnie tak częściej porywac do domu?” Widac było, że Maja odżyła i to była bardzo zadowolona z choc chwilowego pobytu w domu. Oglądała swoje lalki, zaczeła je ubierac, oczywiście ja wcześniej wszystko wyprałam i wymyłam i pochowałam w zamykane pudełka aby się nie kurzyło.Musimy po woli przygotowywac dom na powrót Mai po przeszczepie.

Po powrocie do szpitala Majeczka dostała kroplówke z Heviranem.


05.11.2011 Sobota 20 dzień pobytu w szpitalu, 4 dzień po cyklu F1.

Maja dostaje Heviran w kroplówce, laktulozę, Vfend, pirazol, zyrtec, Firosemit. Temperatura ok. 37,8, ciśnienie 129x89p 96.

Dziś Maja miała gości, poszliśmy na podwórko szpitalne i Maja mogła sie zobaczyć ze swoją kuzynką Wiki, ciocią Dorota i Kubusiem. Maja była bardzo słaba , ale sam fakt odwiedzin postawił ja na nogi i nawet trochę pochodziła. Doszliśmy aż nad Odrę, Maja chciała zobaczyć kaczuszki. Powiedziała, że nie wiedziała, że ona może na tyle czasu być na dworze. Chyba była zadowolona i choc troche oderwała sie od szpitalnego łózka i mogła poczuć się jak inne dzieci. Maja teraz bardzo mało sie uśmiecha, a jak już się uśmiecha to usmiech jest taki wymuszony, ale tak samo było 2,5 roku temu. Czasami wieczorami szukam w interniecie wiadomości o osobach, które miały wznowe białaczki limofbastycznej w szpiku i przeszły chemioterapię zakonczoną przeszczep i którym sie udało i żyją do dziś. Czytam ich blogi, szukam jakiejś nadziei, jakiegoś swiatełka w tunelu, realnego celu walki. Duzo jest informacji o białaczkach wszelkich typów o ich leczeniu i powikłaniach, ale o wznowach już nie. Niestety bardzo mało jest wogóle informacji o leczeniu wznów białaczek limfoblastycznych, bardzo mało jest informacji o przebiegu leczenia i jakie mamy szanse że nie bedzie wznowy po przeszczepie. Niestety najwiecej znajduje informacji o niepowodzeniach i ludzkich tragediach. Pocieszam się, żę nie każdy pisze bloga i że może takie osoby którym sie powiodło istnieją. Teraz często zadaje pytanie czy istnieją osoby które miały wznowę białaczki limfoblstycznej w szpiku i szły drogą S3 i zakonczyły leczenie sukcesem? Dużo jest tez informacji o stastystykach, oczywiście dla nas bardzo niekorzystnych, piszą, nie udało sie osiągnąc drugiej remisji , nie przeżył bloku chemii, wdały sie infekcje, nie było dawcy szpiku, leczenie eksperymentalne, leczenie było ale zabrakło pacjentów . Może nam się uda, może jeszcze nie wszystko stracone, może jeszcze wyrwiemy kilka chwil lub lat życia. Może Maja jeszcze bedzie mogła sie cieszyc życiem, ona jest taka kochana, tyle już wycierpiała, musi zwyciężyć.

Wieczór znowu był horrorem Maje bardzo boli ręka, nie da sobie jej wymyć, nadal nie wyprostuje w łokciu i bardzo ja bolą małe 3 palce dłoni. Co się dzieje czy to się pogarsza , czy trzeba działać ile czekac? Jest weekend niec nie zrobimy, w poniedziałek USG, moze coś się wyjaśni. Nerwy i wściekłość, znowy Maja cierpi a ja nie umiem jej pomóc. Maja jest przerażona i boi się , że tak sztywne nieruchoma boląca ręczka zostanie je na zawsze.


04.11.2011 3 dzień po cyklu F1 piątek

To już 19 dzien pobytu w szpitalu, chcąc nie chcąc szpital stał się naszym domem. Tęsknimy już za domem, a Maja już nawet straciłą nadzieję, że pojedzimy do domu. Mówi do nas, mamusiu porwijcie mnie stąd choc na chwilkę do domku, bo już zapomniałam jak wygląda. Widze, że Maja sie zaczeła bać, co wieczór prosi mnie abym spała razem z nią w łózku. Tak ipowrót do domku choć na chwilkę dla Mai byłby najlepszym zastrzykiem pozytywnej energii przed następnym cyklem chemioterapii.
Piątek jak na razie nie widze żadnej poprawy po przyjmowaniu leku KIDOFEN, Maję cały czas boli ręka i temperatura tez nie spada , cały czas jest w okolicach 37,5 - 37,8 pomimo , ze Kidofen jest też lekiem przeciwgorączkowym. Boję się aby nie doszło do zaniku kłebu nerwowego w ręca i całkowitego niedowładu kończyny. Tak naprawde to jesteśmy zawieszeni w próżni , bo niewiemy czy można czekac z tą raczką aż sie poprawi , czy jednak powinniśmy działać, bo czas działa na niekorzyść? Poczekamy do poniedziałku ( mamy miec usg ręki) i chyba musimy szukać ratunku i jakiej porady u neurologa co dalej aby stan ręki Mai się nie pogarszał. Dziś cisnienie Mai się unormowało, teraz sen z powiek spędza nam bardzo boląca i nieruchoma ręka. Maja miała dziś rehabilitację tej ręki, jakieś ćwiczenia. To jest jakiś horror, przeszliśmy cykl, chyba uratowaliśmy Mai buzię przed potokiem krwi ale niestety sparawa z rączką się pogarsza a czas ucieka i do tego doszła jeszcze temperatura. Maja ma pobraną krew, kał i mocz na posiew.

03.11.2011 2 dzień po cyklu czwartek
Buzia Mai wygląda bardzo źle, jedna wielka rana, śluzówka podeszła krwią i Maja ma ograniczone ruchy buzią. Na szczęscie apetyt cały czas dopisuje, je wszystko samodzielnie i normalnie pije. Po każdym posiłku myjemy ząbki i płukamy buzię. Niestety buzia wewnątrz wygląda tak żle, że zostaje od dziś włączony w kroplówce lek Heviran.
Dziś USG brzucha wyszło ok, powiększona wątroba ale to normalne podczas przyjmowania takich dawek chemi. Miestety niewidoczna była trzustka i przestrzeń wokół. USG żyły obojczykowej niewidoczne bo zakrywa to miejsce duży opatrunek.
Zrobiliśmy RTG serduszka. Dzis Maja ma włączone rehabilitacje bolącej niesprawnej prawej ręczki , tej którą uszkodzili. Majeczka dziś dobrze wyglądam nie boli jej brzuszek ani głowa. Może będzie lepiej?
Niestety zbyt pięknie nie może być. Podczas zmiany opatrunku na Browiczku okazało się, że wyjście Browiaczka źle wyglada i trzeba zapsikać antybiotykiem. Ciśnienie o godzinei 12 jest 114x77 p. 134.
Dzis również przyszedł do Mai neurolog i stwierdził, że Maja ma porażenie nerwu łokciowego. Dostała 3 razy dziennie lek KIDOFEN ( jest to lek przeciwzapalny i przeciwgorączkowy). Maja o godzinie 20 ma już temperaturę 38,5 stopnia i ciśnienie 110x74 puls 130. Ręczka boli tak strasznie, że nawet woda podczas mycia, która spływa po ręce sprawia ból. Maja wyje z bólu a wymycie rączki staje się nie możliwe. Wszystkie objawy dotyczące rączki bardzo nasilają sie w godzinach popołudniowych i wieczornych. Maja nie wyprostuje ręczki w łokciu i nie zegnie ani nie dotknie trzech ostatnich paluszków dłoni, oraz cała dłoń i ręka do wysokosci łokcia ją bardzo boli, cały czas ma ja podkurczoną i ja chowa lub ochrania druga ręką. Od dziś dostaje KIDOFEN , nie wiem czy pomoże, mamy ją obserwować przez weekend, ale niestety przez to spapranie założenia Browiaczka moje dziecko cierpi juz tydzień, nie może używać tej rączki,a jest to prawa ręka i dodatkowo musi brać leki, które obciązają wątrobą która i tak podczas porzyjmowanej chemioterapii jest już dosyć obciążona.


02.07.2011 1 dzien po cyklu F1 środa

dziś Majeczką bardzo boli brzuch i bardzo słabo otwiera buzię, bardzo ją boli. W buzi jedna wielka rana, płukamy cały czas, nawet w nocy wstajemy co godzinką lub dwie i płukamy Caphosolem. o godzinie 12 Maja czuje się słabo , lezymy na łózku i ja je czytam bajeczkę gdy nagle Maja mówi mi : Mamusiu mi strasznie szybko bije serduszko zaraz chyba wyskoczy. Ciśnienie 97x 71 puls 135. Maja leżała spokojnie na łóżku i przysypiała, ale wyglądała podejrzanie. Wieczór godzina 19 puls u Mai wyniósł 189, to bardzo wysoko, serce nie dawało rady. Maja została podłączona do pulsomierza na cały wieczór i noc. Dostał na uspokojenie lek H............... i został umówiona do Kardiologa na wizytę i usg serduszka ale dopiero na poniedziałek. Wg mnie lek jej nie pomógł ale Maja od razu po nim zasneła i puls ustabilizował sie na poziomie ok 130 - 140 uderzeń na minutę. Było znowu krytycznie, kolejne jakieś nieywyjasnione powikłanie. Dziś Majeczka dostała trzeci zastrzyk z Erwinazy, niestety znowu bardzo bolało i Majeczka krzyczała w niebogłosy a krokodyle łzy spływały po policzkach. Nic nie pomagało, żadne głaskanie ani pocieszanie.
Dziś Mai rękę oglądał anastezjolog z OITD, który był podczas zabiegu zakładania Browiaczka u Mai. Wg niego to nie jest wina Browiaczka. Więc zadam Pytanie a czego skoro przed zabiegiem Maja miała sprawną rękę a po wybudzeniu się z narkozy ból podczas dotknięcia ręki jest ogromny i ręka jest niesprawna i z dnia na dzień ten stan sie pogarsza?


01.01.2011 7 dzien cyklu F1 Wtorek.
U nas nadal nieciekawie, otóż Majeczkę coraz bardziej boli prawa ręka. Wszystko zaczeło się od razu po założeniu Browiaczka na OITD. Załozenie centralnego wkłucia trwało 1,5 godziny i tak jak przeczuwałam i pisałam o tym wcześniej nie mogli znależc żyły i zaznaczyli , ze następnym razem bez usg naczyniowego nie będą zakładać ponownie Browiaczka. Maja po wybudzeniu się z ogólnej narkozy od raz skarżyła się na zcierpnięta prawa ręke i dłoń. Ja mysłałam, że to jest od tego że może na niej leżała i zaczełam ją masować, ale wieczorem drętwienie było na tyle duże, że Maja mówiła już tylko o tym. Niestety z każdym dniem było coraz gorzej , w poniedziałem Mai rączka już spuchła i przestała jej wogóle używać, trzyma ja cały czas zgiętą w łokciu i nie jest w stanie je wyprostować oraz bardzo boli ja mały palec i dwa obok. We wtorek mija tydzień od załóżenia Browiaczka a Mai ręka wygląda jak sparaliżowana, rozumiem, że mogą być jakieś kompliakcje ale po prostu lekarze na OITD coś pokićkali podczas zabiegu i teraz nikt się do tego nie chce przyznać, a moje dziecko cierpi i niewiadomo co z tego jeszcze wyniknie.
Dziś sciągneliśmy szwy na górze Browiaczka przy wejściu, niestety brzydko założyli tego Browiaczka i Maja będzia miała dużą bliznę.
Dziś był jeszcze jeden dziwny objaw, otóz wieczorem Majeczka nie mogła zasnąć i spytała się czy może się położyć na moim łózku i od razu na nim zasnęła. Po godzinie obudziłą się i trochę popuściła ja zmierzyłam jej ciśnienie, było normalne ale bardzo wysoki był puls tj 107x86 puls 155, poczekałam 5 minut i ponownie zmierzyłąm, wszystko wróciło do normy 109x89 puls 117. Pomyślałam, że się zdenerwowała albo wystraszyła, jeszcze nie zaniepokiołam sie tym objawem.